piątek, 17 kwietnia 2015

2 years in the UK

17 kwietnia 2013 roku, czyli dokładnie dwa lata temu, przylecieliśmy do Anglii, aby spróbować się tu zadomowić, znaleźć pracę... by tu żyć. Bilety kupiliśmy miesiąc wcześniej, lecieliśmy WizzAir'em z Poznania do London Luton - lotnisko wybrane losowo, jak i miasto gdzie mieliśmy najpierw spróbować, czyli Brighton. Zanim zamówiliśmy bilety, próbowaliśmy zrobić rozeznanie, jakie miasto najlepiej wybrać na start, padło na Brighton bo jest to miasto turystyczne, pełne restauracji, hoteli.. czyli jednym słowem mówiąc - jest praca. Data pomyślna, bo sezon się miał zacząć, ciepło, turyści.. Bieganie po rodzinie by pożyczyć pieniądze na wyjazd, pakowanie się, ciągłe szukanie wiadomości w internecie na każdy możliwy temat. 
Około tygodnia przed wylotem trafiliśmy na kanał Angielski Sen na youtubie (kanał Piotra, który opowiadał o tym jak się żyje w UK, a dokładniej w Brighton). Postanowiliśmy do niego napisać no i w sumie tak zaczęła się nasza znajoma. Piotr polecił nam faceta, który świadczy usługi odbierania ludzi z lotniska, więc kwestia dojazdu do Brighton była załatwiona. Kilka dni przed naszym przylotem Piotr znalazł nam jakiś pokój, który moglibyśmy 'na chwilę' wynająć. Do tego czasu planowaliśmy, że zatrzymamy się w hostelu - już nie musieliśmy.

To wszystko było 2 lata temu, a czuję jakby to było tak niedawno ;-)
Pamiętam, jak przez pierwszy tydzień, mieszkaliśmy na tym pokoju co Piotr załatwił, ale szybko uciekliśmy, bo się okazało, że nie jest tam zbyt bezpiecznie... Na szczęście trafiliśmy na Kaśkę, która wynajęła nam pokój w swoim mieszkaniu i tam zatrzymaliśmy się na kolejne 3 miesiące.
Jeżeli chodzi o pracę, to dzień w dzień chodziliśmy z cv po mieście, zaraz po dwóch dniach dostałam telefon z jednego hotelu oraz e-mail z McDonald's, ale pierwsze kontrakty podpisaliśmy 2 maja na Brighton Pier - czyli na molo. 2 tygodnie poszukiwań pracy i z głowy. 

Przez te dwa lata pracowałam w kilku miejscach ;-) 3 miesiące na molo w takim budynku z grami, następnie miesiąc jako kelnerka w Breakfast at Tiffany's, później podjęłam się pracy jako housekeeping w 4-gwiazdkowym hotelu The Old Ship, gdzie wytrzymałam 1,5 miesiąca ;-) następnie 2-tygodniowy epizod w Subway'u no i od 17 miesięcy pracuję w Aldi.

Co do mieszkań, to tak jak wspomniałam: tydzień na pokoju, później 3 miesiące wynajmowaliśmy pokój u Polki, którą poznaliśmy na zakupach gdzie pracowała, następnie wynajęliśmy studio flat przez agencję, a trwało to 7 miesięcy, po czym z tą samą agencją przenieśliśmy się na 1 bedroom flat, gdzie byliśmy przez troszkę ponad rok, a teraz zmieniliśmy miasto i mieszkamy w Scunthorpe - jesteśmy w trakcie poszukiwań mieszkania ;-)

Przez te 2 lata tak dużo się wydarzyło... ustaliliśmy datę ślubu, byliśmy w Polsce 4 razy. Wzięliśmy ślub, wyprawiliśmy wesele, pojechaliśmy do Hiszpanii na podróż poślubną, zaszłam w ciążę i teraz czekamy na rozwiązanie ;-)

Wiele się nauczyliśmy, wiele zobaczyliśmy, a ciągle chcemy więcej i więcej, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że mamy dopiero po 21 lat i że jesteśmy w tym razem ;-)

Znalazłam kilka zdjęć z naszych pierwszych dni w Brighton.









Minęło troszkę czasu, zobaczyliśmy co i jak, nabraliśmy troszkę doświadczenia i nadszedł czas na zmiany, jak wiadomo z poprzednich postów, mieszkamy już w innym mieście - jest tu spokojnie, rodzinnie, bardziej angielsko i dużo dużo taniej. Znów wszystko jest dla nas nowe. Ja dostałam przeniesienie z Aldiego, więc pracy szukać nie muszę, Dawid pracuje już przez agencje, dzisiaj drugi dzień - w fabryce gdzie produkują plastikowe częsci do samochodu. Teraz czeka nas szukanie mieszkania, urządzanie się na spokojnie, kupno samochodu i poród ;-) Najważniejsze, że jesteśmy dobrej myśli i że mamy siebie ;-)

Nie chcemy wracać do Polski, bo sytuacja tam mnie przeraża, te ogromne ceny i niskie zarobki... to co się tam dzieje to mnie przerasta. Na dodatek ludzie - a bo co ludzie powiedzą, wciskanie nosa w nieswoje sprawy i inne tego typu rzeczy.. to nie dla nas, tu jest dużo lepiej i żyje nam się bardzo dobrze, chociaż jak wszędzie są chwile gorsze i lepsze, nie zawsze jest z górki ale i czasem pod górkę, mimo wszystko trzeba sobie jakoś poradzić ;-)

Na dodatek poznałam wiele wspaniałych ludzi ;-)

sobota, 11 kwietnia 2015

Pierwsze dni w Scunthorpe

Od trzech dni już jesteśmy w nowym miejscu i jakoś dajemy radę ;-)
7 kwietnia wieczorem zaczęliśmy się pakować, a 8 kwietnia o 8:30 mieliśmy zamówiony wynajem vana. Po spakowaniu wszystkich potrzebnych rzeczy, byliśmy wykończeni, a jeszcze trzeba było zostawić mieszkanie w stanie idealnym, wszystko wymyć itp itd.. Śmieci mieliśmy więcej niż rzeczy, które postanowiliśmy zatrzymać, nowy start to nowy start ;-) im mniej tym lepiej w tym wypadku ;-)

Następnego dnia rano, spotkałam się z moim znajomym, który zgodził się nas zawieźć, w wypożyczalni samochodów, podpisał wszystkie papiery i ruszyliśmy pod nasze mieszkanie gdzie Dawid już był w połowie znoszenia wszystkiego na dół.
Zapakowaliśmy wszystko do vana i gdy ruszyliśmy, była godzina 10:00, jeszcze musieliśmy podjechać pod naszą agencje by zostawić klucze od mieszkania.
Jadąc tymi wąskimi i górzystymi uliczkami Brighton, tylko odliczałam sekundy by jechać nimi ostatni raz, przez szybę samochodu po raz ostatni też pooglądałam wszystkich dziwaków na ulicach i w końcu wyjechaliśmy ;-)
 
Przed nami mieliśmy 400km drogi, które pokonaliśmy w 4,5h. Podróż minęła nam bardzo dobrze, bez problemów, było baaardzo ciepło i bez korków na ulicach ;-)
Gdy zaczęliśmy zbliżać się do celu, można było zauważyć różnicę: dużo więcej zieleni, lasów, domów. Gdy wjechaliśmy do Scunthorpe, zobaczyliśmy fabrykę stali, jezioro i przede wszystkim coś co najbardziej mi się podoba - domy, po prostu tak rodzinnie ;-)
Gdy zajechaliśmy pod właściwy adres, Kasia pomogła nam się rozładować i po chwili wszystko co mieliśmy wylądowało w salonie, kolega wypił kawę i już chciał ruszać z powrotem. Zaczęliśmy zanosić nasze rzeczy w różne miejsca domu, kilka toreb rozpakowaliśmy, a całą resztę zostawiłam sobie na najstępny ranek.
Tego samego dnia wieczorem, poszliśmy w czwórkę na spacer, Kasia z Przemkiem pokazali nam okolicę, poszliśmy do Aldiego w którym będę pracować, przy okazji zapytałam kiedy będę mogła porozmawiać z managerem sklepu. Generalnie mi się baaardzo podoba, jest spokojnie, ulice są szersze, wszędzie jest miejsce na samochód, nie ma dziwacznych sklepów dla hipisów ;p dookoła słychać j. angielski a nie wszystkie języki świata.
Pierwszą noc spędziliśmy w trójkę ;D (Kasia ma psa i dwa koty, w tym jedno kociątko ;-))
Następnego dnia rano rozpakowałam wszystkie nasze ciuchy, kosmetyki i od razu zrobiło się nam tutaj lepiej ;-) Dawid posprzątał pieskowi i poszedł z nim na spacer ;-) Ten dzień szybko zleciał w sumie na tej organizacji przestrzeni, a wieczorem oglądaliśmy nasze wesele ;-)
Wczoraj od rana wybraliśmy się z Dawidem do miasta autobusem, żeby co nieco zobaczyć i zarejestrować się u lekarza. Dojechaliśmy do centrum (5km, 15 min autobusem) pochodziliśmy po sklepach, weszliśmy do banku i przy okazji zmieniliśmy adres, znaleźliśmy przychodnie i się zarejestrowaliśmy, a zaraz obok w sumie była polska restauracja gdzie zjedliśmy polski obiadek ;-) Przy okazji pogoda bardzo dopisała.
Stwierdziliśmy, że nie tylko mieszkania są tutaj dużo tańsze, ale bilety autobusowe, elektronika, meble (nie mówię tutaj o sieciowych sklepach, ale takich prywatnych) tak samo w polskich sklepach jest dużo taniej.. Dawid pracował w Brighton w polskim sklepie, więc bardzo lubi porównywać ceny z innymi sklepami ;D
W drodze powrotnej weszliśmy do Aldiego i ja poszłam rozmawiać z managerem sklepu, ogólnie rozmawialiśmy jak się czuję, pochwaliłam sklep ;p (bo jest 100 razy schludniejszy!) ustaliliśmy na razie, że do pracy przyjdę 1 i 2 maja, a reszte zmian ustalimy już wtedy. 




Dookoła ludzie są dużo życzliwsi, jest tu bardziej po angielsku niż w Brighton... gdzie angielski w większosci usłyszymy tylko w zimę ;D Dookoła sami obcokrajowcy, którzy przywożą ze sobą swoją kulture i zachowania, przez co Brighton jest mało angielskie moim zdaniem.



Dzisiaj rano wybraliśmy się z Dawidem do położnej na wizytę, musieli założyć mi nową książkę ciążową ;p sprawdzono mi ciśnienie, pobrano krew, zmierzono brzuch, zostałam też zważona i zmierzona, oraz najlepsze - posłuchaliśmy bicia serduszka <3


Następną wizytę będę miała za 3 tygodnie, w międzyczasie mam dostać listy ze szpitala oraz właśnie tę książkę ciążową, bo muszą ją jeszcze wypełnić a starą odeślą do Brighton. Mają mnie tez umówić z lekarzami specjalistami od kręgosłupa oraz znieczulenia, by obgadać poród, także będzie się działo ;-)
To wszystko póki co, w poniedziałek wybierzemy się znów do miasta, na rundkę po agencjach mieszkaniowych, może już coś by się rzuciło w oczy ;-)
Miłego dnia!

czwartek, 2 kwietnia 2015

24 weeks pictures

Dzisiaj wolne, wczoraj zrobiliśmy z Dawidem sałatkę jarzynową, a dziś zrobiłam zupę-krem chrzanowy z grzankami ! ;-)
W niedzielę zaczęliśmy 24 tydzień ciąży i uwieczniliśmy to na zdjęciach.
Muszę przyznać, że brzuch rośnie, z resztą to widać poniżej ;D Mała zaczyna się coraz bardziej rozpychać, że już można zobaczyć to gołym okiem! Dzisiaj zrobiłam krótkie nagranie:

Póki co jest bezboleśnie, ruchy i te kopniaki są dla nas jednymi z lepszych momentów dnia ;-)








Oczywiście nie byli byśmy sobą gdybyśmy nic nie kupili... a spójrzcie jakie to słodkie ;-)
pierwsze buciki - H&M kids

strój kąpielowy i record book - Marks&Spencer

Miłego dnia!